Wracam.

Jestem. Żyję. Mam się w miarę dobrze. Powoli co raz lepiej ogarniam rzeczywistość w czasie teraźniejszym. Chwilami jest ciężko. Ba, jest zajebiście ciężko, ale wspaniale.

Fantastyczna 4. Tworzymy Fantastyczną Czwórkę. Tak 20 maja 2017r. urodziłam Syna 😀 Zdrowego, pięknego, dużego Synka. Dużego bo ważył 4740g i miał 58 cm długości 😀 poród dla mnie ciężki bo mam niski próg bólu i skurcze bolały jak sku…. 5 h 56 min bez znieczulenia zewnatrzoponowego tylko na gazie rozweselającym. (Przy pierwszym porodzie brałam zzo i powiem Wam mam mega porównanie i co do bólu i co do dochodzenia do siebie, ale o tym innym razem)

Julian. Król Julian. Julek.
Teraz jest już 2 na 2. My i Oni. Nasze wspaniałe, kochane dzieci.
On wrzeszczy bo jeszcze nie ogarnia rzeczywistości, a ona wrzeszczy bo wchodzimy powoli w fazę „buntu” dwulatka (choć słowo bunt jest tak naprawdę tylko nazwą potoczną dla tego momentu rozwoju dziecka, ale na ten temat też innym razem), ale są też dni gdzie jest pięknie i kolorowo i wszyscy jesteśmy dla siebie mili a szczególnie dzieci są łaskawe dla nas 😀

Minęły już 3,5 tygodnia od porodu, a ja śmigam już jak szalona. Jedynie noce ciężkie bo pobudki co 2-3h a czasem i co 1h, plus Jowicie wychodzą trójki więc też czasem w nocy się budzi. No, ale dajemy radę bo gdzieś tam widzę światełko w tunelu za jakiś czas jak wszystko zacznie się normować 😉

Jestem szczęśliwa!